poniedziałek, 18 lipca 2016

Z racji...

...eksperymentowania z włosami wyglądam jak owczarek niemiecki.
Toż nie wystarczyło mi, że mi mężczyzna mój własny, rodzony tłukł, że mi lepiej w ciemnych włosach. Nieeeee. Bo co on tam wie, c'nie? A otóż wie. Lepiej niż ja. Nosz....Teraz łazi i się podśmiechuje: "Babon jesteś ruda!". Zaraz muszę pojechać do sklepu, żeby kupić jakiś kolor i wyjść z tej przygody z odrobiną chociaż godności. Jak mje włosy odpadną, to będziemy z Gorylem bardzo do siebie podobni.
W związku, iż dzisiaj ostatni dzień urlopu i jutro wracam do pracy, upał zrobił się tak niemożebny, że się człowiekowi płyny ustrojowe gotują. Koty-wiadomo, się opalają....


No, ale one lubią ciepełko.
W ogóle uprawiają głównie działalność balkonową...



A Ramzesa ciężko sfotografować, bo jest ciągle w ruchu, gdyż łapie muchy, które potem ze smakiem zjada. Także ja udaję się uprawiać działalność kuchenną, więc...

Take care!!!



poniedziałek, 4 lipca 2016

Bo Wam...

... nic nie powiedziałam. ale...



Tak, tak.

Się nam rodzina powiększyła. Z racji tego, że nie pisałam długo, kocie dziecko ma już dwa lata i wygląda zupełnie inaczej.

Ale, ale błysk w oku i bandyckie usposobienie pozostało.
A jakżesz doszło do permanentnego zakocenia? Otoż. Pewnego poranka koleżanka z pracy spytała mimochodem: "Ty lubisz koty, c'nie?" 
Mówiąc to sięgnęła po telefon w celu pokazania mi zdjęcia. Wyczułam pismo nosem, a będąc nieodporną na kocie wdzięki wrzasnęłam:"Nieeeee pokazuj mi!!!"
Piętnaście minut później podreptałam do niej skruszona mówiąc:"Poka!"
Okazało się iż kocie dziecko zostało przez nią znalezione w krzakach, było zadbane, czyste. Po przeszukaniu krzaczorów i niestwierdzeniu rodzeństwa i rodzicielki wzięła sierotkę do domu, która to (sierotka) musiała tam zostać porzucona, jako, że rzeczona koleżanka zamieszkuje obok dog pound(schronisko dla zwierząt).
Sama jest kociarą i posiada dwa egzemplarze. Jeden z nich został krótko przed odkryciem sierotki doświadczony życiowo spotkaniem z samochodem i musi mieć spokój bo jest rekonwalescentem, a drugi kategorycznie zaprotestował przeciwko powiększeniu kociostanu. Dlategóż dla sierotki poszukiwany był dom. Najlepiej koci i dobry.
No to teraz poproszę Państwa uprzejmie spojrzeć na dwa pierwsze zdjęcia. No i co? No to jak ja Państwa zdaniem miałam postąpić? No jak?!
Kocie dziecko zostało przywiezione jako gift dla pozostałych dwóch kotów, zresztą kompletnie niedoceniony!
I rozpoczęło rozrubę w chacie. I tak jest do dzisiaj.
Decyzja była jedyna słuszna i nigdy jej nie pożałowałam. Także...poki co...
Take care!


niedziela, 3 lipca 2016

Jednakowoż...

...fajnie się do domu wraca po czwartej nocce (jeszcze kuwa tylko trzy), a tu czekacz poranny...

Jak znam życie to miski są puste...
Dlategowoż (jest takie słowo? Po czwartej nocce jest) udaję się pod prysznic a Państwu życzę udanej niedzieli...
Take care!

niedziela, 13 grudnia 2015

Ja tam...

E...ekspertką modową nie jestem. Nie krytykuję, nie oceniam. Nie sądźcie...etc.
Niech se łażą w czym chcą. Ale! No jakieś poczucie estetyki mam, tak? Więc jak mnie się zaczęły pojawiać osobniki płci męskiej, z odnóżami patykowatymi wbitymi w, za przeproszeniem, rurki, no to mje coś w estetykę dziabło. No normalnie k...wa pająk!
Pająków nie cierpię przewlekle, więc widząc to od razu bym gazetą strzelała!
Pół biedy jak jeszcze młode jakieś, no bo wiadomo. Młode to gupie (pisownia zamierzona), estetyka niedorozwinięta. Trzeba wybaczyć. Pokażesz ty kiedyś dzieciom na zdjęciach z instagrama, jakie tatuś spodnie nosił, haha.
Uraczeni zostaliśmy wizytą fajnych gości niedawno, gdyż Gorylowi czterdziecha stuknęła, przyjechali życzyć sto lat. Prezentów nawieźli i chwała im za to. Super. W dzień wizyty drugi zapragnęli szopingu, więc pognaliśmy metaliczno- szarym rumakiem do ałtletu, a gdzieżby. 
Przybywszy- rozdzielamy się, panie na lewo, do Donny Karan, panowie na prawo, Calvin Klein Jeans. Czad. Łazimy 
z siostrą (a pewnie, zaadoptowałam, a co, swojej nie mam, to se od Goryla wezmę), siostra zachwycona, nabywa zakup i wychodzimy. Prosto na rozpromienionego Goryla. 
"Spodnie kupiłem" oświadcza radośnie. "Czad" odpowiadam i idziemy łazić. 
Wizyta skończona, goście na samolot bladym świtem odstawieni. Następnego dnia pora by lodówkę nieco zapełnić. 
"Ubieram nowe spodnie" oświadcza ukochany radośnie. Za jakie pół godziny odklejam oko od jutuba, bo mje normalnie,  bezczelnie  pająk po domu łazi! I to k...wa w dżinsach!!!!
Już mje ręka po gazetę sięgała, żeby między oczy strzelić. Już koty przeklęłam, że trzy koty w domu a insekty po chacie łażą! Aż spojrzałam bliżej, ten łysy łeb znajomy, gęba uśmiechnięta.... No toż to mój własny, rodzony Goryl!!! Za pająka się przebrał! Podłość ludzka nie zna granic.
Skończył czterdziechę i mu się kryzys wieku średniego zainstalował czy jak? Toż to starych, dobrych bootcut'ów nie łaska? Czy ja mam wylewu dostać, dywersant jeden? 
Na własne pocieszenie dodam iż Goryl pająk-owych odnóży nie posiada, a giczoły zgrabne i muskularne. Od biegania. Niech mu będzie. Niech ma. Pewno sam za tydzień stwierdzi, że wygląda jak idiota. A poki co....
Take care!!!!

poniedziałek, 13 maja 2013

Skandal...


...że tak zaniedbuję bloga. A takie piękne lato przyszło do Irlandii. Całe trzy dni go było jakoś w zeszłym tygodniu.



 A tera juz leje i wogóle porażka z tą pogodą.
Futra mają się doskonale, w prezencie wiosennym od swojego tatusia dostały siatkę anty-kocią na balkon. Żeby zapobiec:
a) wycieczkom na sąsiednie balkony (kot czarny)
b) wycieczkom na dach (kot w paski)
c) zawałowi serca (ja)
Jak będę miała kfilkę to tę siatkę sfotografuje dla Was, gdyż jest to arcydzieło życia i Goryl mój chodzi dumny jak paw.
Póki co sfociłam pufy, które kupiłam, cobyśmy sobie z Gorylem mogli odnóża na nich trzymać, bo tak podobno zdrowo dla krążenia, żylaki się nie robią czy cóś.




No odnóży jak widac potrzymac sobie nie możemy i przez futra będziemy mieć całe nogi w żylakach!
Pracy też póki co nie zmieniłam, bo na tą samą zmieniać nie chcę, studia jeszcze ciągle są w toku, więc na nowa chyba przyjdzie mi troszkę poczekać. Trudno. Zdobywam sobie ekspiriens. A co.
Wiem, że to już mówiłam, ale postaram się jednak coś częściej wrzucić.
Take care!

wtorek, 27 listopada 2012

Nadeszła zima...


...i zmarzły mi paluszki...
...nadeszła zima....
....i zmarzły kotom uszki.....



Połetka nie?

Tak wyglądają koty w wersji zimowej. Wszystkim jest zimno więc i kotom też, a co. Zachwycone nie były, ale pozowały. "Musiały, nie miały innego wyjścia" - podsumowała mnie moja mama.



No dzięki Ci matko. Toż to ja nie jestem dręczyciel zwierząt. Ja w dobrej wierze jednakże.
Florek ma się dobrze, aczkolwiek cierpi ostatnimi czasy na przerost ząbków, więc jesteśmy stałymi gośćmi w lecznicy. I otóż proszę sobie wyobrazić, że Florek jest tak luzackim kłólikiem, że większość zabiegów ma wykonywane bez podawania anestetyków, bo u kłólików to niebezpieczne może być. Nikogo nie gryzie, nawet nie próbuje, posłusznie daje sobie zaglądać do mordki i odpiłowywać zębolki. No czyż nie jest kochanym kłólikiem?


Tutaj właśnie Florek w wersji luzackiej, miętolony przez me dziecię.

Tak sie wyluzował, że sobie kolegę na chatę zaprosił....



I jeszcze słowo na wtorek....




Take care!

środa, 22 sierpnia 2012

Kocie igraszki







piątek, 6 lipca 2012

Zostałam zmotywowana...

...przez Abiego, więc piszę:)) Długa przerwa była spowodwana studiami, egzaminami i tego typu pierdołami. Żyję jednak, i mam się dopsz. Koty też. Rządzą nami jak zwykle.
Co kot robi, kiedy nie zostanie nakarmiony o jedynej słusznej porze- szósta rano? Nie pokażę palcem kto wraca o tej godzinie z pracy i karmi koty. Potem ma day off, a koty się znają na zegarku! Zatem...

6.05 - Kot Czarny podejmuje akcję. Dam głowę, że został namówiony do tego przez Kota Pasiastego, który nigdy nie zniżyłby się do proszenia o żarcie, z racji posiadania królewskich ancestorów. Wysyła więc plebs (Kota Czarnego). Mówiłam już, że kiedy sytuacja tego wymaga, potrafią ze sobą świetnie współpracować.

6.15 - Kot Czarny ładuje się człowiekowi na głowę, mrucząc jak traktor, bacznie uważając, aby włochaty ogon znalazł się na człowieka twarzy (w ustach) a zimy mokry szpiczasty nosek w okolicach ludzkiego oka. Mruczenie człowiekowi w oko to jest dopiero hardcore.

 6.30 - ogon zaczyna wachlować uderzając po glacy* człowieka śpiącego obok człowieka docelowego. A nuż....

6.30 - z powodu braku jakiejkolwiek reakcji ze strony ludzi, Kot usadawia się na parapecie powyżej łóżka i wgapia się hipnotyzująco. Ponieważ jest czarny jak smoła, a w pokoju ciemnawo, wrażenie żółto-zielonych ślepi jest nie dla ludzi o słabych nerwach.

 7.00 - ludzie bezczelnie śpią dalej, więc Kot spośród miliona swoich zabawek wybiera jedyną myszkę, z której nie udało nam się chirurgicznie usunąć dzwoneczka, i biega z nią po całym domu tupiąc jak słoń i mowiąc: prrrrrr.

 7.15 - Kot Czarny miauczy histerycznie pod pokojem młodej. Młoda jak śpi to zapada w coś w rodzaju śpiączki, więc w duchu życzę mu powodzenia...

 7.20 - Kot wraca do sypialni i zrzuca z hukiem mysz komputerową...

 7.30 - Kot zgrabnie ląduje na nocnym stoliku i zaczyna szampańską zabawę z zatyczkami do uszu (takie wiecie, że niby wygłuszające).

7.40 - Kot zrzuca z nocnego stolika ładowarkę do telefonu, pojemniczek z soczewkami, krem na noc pod oczy (może zauważył, że mu się zmarszczki robią i chciał sobie smarnąć...) oraz buteleczkę z oliwką do skórek.

7.45 - człowiek płci męskiej, czując się winnym gramoli się z wyra, ze słowami, które nie nadają się do przytoczenia i idzie do kuchni dać biednym, głodnym kotkom mokrego żarcia. Suche w miskach jest naturalnie, ale cóż to za atrakcja...

 W czasie tych wszystkich (jakże jednak skutecznych) zabiegów Kota Czarnego, Kot w Paski leży na kocim drzewku, udając że śpi. W momencie otwierania saszetki z żarciem materializuje się nagle przy michach.

 8.00 - Kot Czarny opędzlowawszy dwie michy (bo Kot w Paski właściwie wylizuje tylko sosik bądź galaretkę) idzie do kuwety zostawić pamiątkę, po czym biega jak szalony po chacie z triumfalnym :prrrrrrr!

 8.15 - człowiek odkleja sobie oczy i wstaje bo ma tutorial w szkole (Szlag!)

 Jak więc widać mamy się dobrze i kwitniemy, a zwłaszcza lilie balkonowe. Nareczcie!

Koty natomiast przechodzą różne metamorfozy...
To tyle od nas...

Take care!

 *glaca - ze śląskiego:łysina

wtorek, 27 marca 2012

U mnie...

...nic sie nie zmieniło...



Wracając spod prysznica, będąc po prostu fantastyczna, potknęłam się o kota czarnego (partyzant?) i walnęłam nogą o drzwi. Teraz boli mnie juz nie tylko łokieć (przyczyna nieznana, wstępna diagnoza: podeszły wiek), ale i mały palec u nogi (przyczyna jak najbardziej znana). Mogłabym przysiąc,że słyszałam jak kot w paski rechocze złośliwie pod wąsem. Podejrzewam,że tymczasowo zawiesili broń i zawiązali koalicję, celem wymuszenia na mnie karmy w puszce. Jestem twarda. Kot w paski ma nadwagę i nie wolno mu dawać o! Strach pomyśleć co ten duet wymyśli nastepnym razem. Biorąc pod uwagę kocią inteligencję, powinnam sie ubezpieczyć na życie. No moze przynajmniej od nieszcześliwych wypadków, bo oni doskonale wiedzą,że martwa nie dam rady otworzyć puszki.
"Prrrrr?"- spytał kot czarny wkładając jedyną przednia łape jaką posiada do mojego talerza z kurczakiem.

sobota, 24 grudnia 2011

Wszystkim życzymy Wesołych Świąt!!!




Take care!

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Z życia "Dębowego skrzydła"...

-Ubierz mi buty- poprosiła Angela łzawym głosem.
-Zaraz- odpowiedziałam- najpierw spodnie.
-Dlaczego zdjęłaś mi spodnie? Zostawiłaś mnie tutaj bez spodni,nie lubisz mnie.Dlaczego mnie nie lubisz?- zawodziła Angela
-Były mokre- wycedziłam, schylając się i próbując wpasować swój zadek pomiędzy umywalkę, a kosz na zużyte pieluchy w niewielkiej toalecie.
-Ubierz mi buty- zażadała stanowczo Angela,waląc mnie po plecach.
-Kto tutaj jest?-spytał pogodnie Andy wjeżdżając z impetem do łazienki na wózku.
-Widziałaś może mojego męża?-spytała Doreen wyłaniając się zza drzwi-taki wysoki,mamy razem iść grac w golfa.
-Nie chcę już- orzekł Andy podając mi na wpół zjedzony jogurt.
-Ubierz mi buty- zawyła Angela.
-Kochanie,powinnaś ubrac jej buty-orzekła Doreen zamykając za soba drzwi toalety i gasząc światło.

A tak z nowości,to dzisiaj zostałam uhonorowana przez BSY Group dyplomem - certyfikatem w dziedzinie:
Helath Care- Managing challenging Behaviour
Przyda się, jak widac:))


Słowo na dzisiaj...



Take care!

sobota, 26 listopada 2011

Samochodowe rozmowy z dziecięciem...

Jedziemy z dzidzią odebrać Maniucha z kastracji, droga piękna,że aż się chce jechać.
- Zdążymy, nie martw się- mówię do dziecka patrząc kątem oka na zegar w samochodzie -Nawet właściwie będziemy za wcześniej, tu nigdy nie ma korków.
- No ty zawsze jesteś wczesniej niż trzeba- zauważyło dziecię- mam to po tobie. Bo babcia się wszędzie spóźnia.
Wykorzystałam moment na umoralniającą gadkę,że nie wolno sie spóźniać, bo to świadczy o braku szacunku,bla,bla,bla...Zakończyłam stwierdzeniem,że jestem punktualna do bólu i już. I tak ma być! Z przytupem!
- w tej lecznicy sobie na pewno pomyślą: O Boże,znowu ta punktualna baba przyjechała...-podsumowała mnie filozoficznie dzidzia.
Nie mogłam złapać tchu przez resztę drogi i pani z lecznicy się mnie pytała czy wszystko ok, bo leciały mi łzy, po czym zaczęła mnie zapewniać,że Maniut zniósł zabieg bardzo dobrze i nie powinnam sie już martwić...

Słowo na sobotę...



Take care!

wtorek, 15 listopada 2011

Zepsuło mi się...

...oddychanie. Normalnie. Nie mogłam sobie głęboko odetchnąć. Nie moge nadal.To znaczy po siedemnastej próbie sie udaje. Albo ziewam.
Poszłam, poszłam, nie ma żartów. Polski dochtór, porządny, żeby nie było. Posłuchał, popukał.Potem kazał mje dmuchnąć w rurkię, zachwycił się dmuchaniem, potem wynikami dmuchania. Że ładne. I że normalne. I że nie zasłużyłam se na COPD jeszcze. Nosz. Stwierdził,żem zestresowana. Fakt, jestem. Nastoletnie dziecko plus praca na full time, plus studia, plus narzeczony, plus inwentarz może człowieka czasem zdezorientować, żeby nie powiedzieć wkurwić. Dał mje xanax i magnez. Tylko, że dzisiaj żre czwarty i mje nic lepiej. Sprawdziłam sobie juz objawy legionelli w necie i inne kfjatki. Nawet mje wyszło, że może to kręgosłup. Fakt, że mnie napier... odczuwam potworny ból, no ale jak się pracuje gdzie sie pracuje to umówmy się, że od cudów jednak był taki co po wodzie chodził. Póki co mam czekać dwa tygodnie i do dochtora wrócić. Na dalszą diagnostykę. Się zastanawiam, może powinnam testament spisać, bo mnie słowo "diagnostyka" optymizmem w tym kraju nie napawa. Jeszcze sobie może szczele morfologię jaką, bo mnie ostatnia pod względem poziomu żelaza taka średnia wyszła, żeby nie powiedzieć, że ło matko. A u mnie z jedzeniem tabletek to tak różnie. Dementywna bywam.
Trzymajcie kciuki, bo muszę wymyśleć komu w testamencie pierdzionek zaręczynowy z szesnastoma (sic!) diamentami i szafirem zapisać. Bo że nie smarkuli to wiadomo.
Póki co będe sobie powtarzać że...



Take care!

piątek, 4 listopada 2011

Pacjentka się nam zbiesiła...

...a taka fajna kobitka była!
Nawet czasem coś z sensem była powiedziała,a teraz juz tylko F..K U!
No,ale żebyż tylko. Inne kwiatki też. Niby się tam śmiejemy, bo co nam pozostało,niby że mamy fun, ale...Ciężko nam patrzeć na kobitkę. Ciężko patrzeć na jej dzieci, które patrzą na nas i szukają jakiejś odpowiedzi. Dlaczego mama,przy której nie można było powiedzieć do siostry "ty głupku", klnie,wyzywa wszystkich bez wyjątku i pozbywa się odzienia w ciągu setnych sekundy w dining roomie.
Chcielibyśmy im powiedzieć,że to tylko jak przeziębienie i przejdzie. Chcielibyśmy im powiedzieć,że nie muszą się wstydzić, bo my już chyba wszystko widzieliśmy i nic nas nie zaskoczy. Zamiast tego,tylko robimy takie "wspierająco-pocieszające" miny.Jedna z córek powiedziała mi,że raczej by wolała widzeć mamę martwa,niż w tym stanie.Ja ją rozumiem. Ma złamane serce.
Mojej córce kazałam się zastrzelić,albo zrzucić z klifów w Howth jak zacznę jeść pety z popielniczki. Jak nie to ją bedę straszyć do końca jej życia. A potem jej dzieci. A potem dzieci jej dzieci. Taka jest moja ostatnia wola,którą niniejszym podaję do wiadomości na piśmie.

Koty żyją i mają sie dobrze,mruczą i grzeją. Jak piecyki. A w grudniu są trzy pay days! Ha!

Czyżby Maniut?



Normalnie wypisz-wymaluj!!!

i słowo na dzisiaj...



Take care!

poniedziałek, 31 października 2011

Happy Haloween:)))

Będą strzelać, już nie możemy się z Alicją doczekać fajerwerków.Ciekawe czy Maniut się będzie bał, bo Lola to ma głęboko w...
W związku z tym życzymy wszystkim Happy Haloween!!!

Uwaga bo grasują potwory...



Albo i nawet...



Take care!

czwartek, 27 października 2011

Odbija mnie się...

...psychologią i teorią osobowości. Erikson i Marcia wychodzą mi uszami a końca nie widać...
Tydzień wolny od pracy spędzamy jednak miło. Dziecko ma work experience w moim NH i dobrze. Niech widzi,że matka w pocie czoła zarabia na kieliszek chleba. Koty mają sie dobrze, rosną, jedne wzdłuż, drugie wszerz, i obrastają w futro...



Powoli zapadają w zimowy sen...




...w dziwnych miejscach :)

A poza tym leniwie, domowo i ciepło.Dzisiaj pachnie czosnkiem i bazylią, bo były pyszne grzanki z pomidorkami, mozarellą i bazylią dla przyjaciół,którzy przyszli nas odwiedzić.

Słowo na dzisiaj...



No to są razem,jeżdzą na zakupy, siedzą w kuchni i gotują, pieknie tak...szkoda,że tylko tydzien...

Take care!

środa, 5 października 2011

Delphine Fieberg

A while back, at the entrance of a gym, there was a picture of a very thin and beautiful woman. The caption was "This summer, do you want to be a mermaid or a whale?"

The story goes, a woman (of clothing size unknown) answered the following way:

"Dear people, whales are always surrounded by friends (dolphins, seals, curious humans), they are sexually active and raise their children with great tenderness.
They entertain like crazy with dolphins and eat lots of prawns. They swim all day and travel to fantastic places like Patagonia, the Barents Sea or the coral reefs of Polynesia.
They sing incredibly well and sometimes even are on cds. They are impressive and dearly loved animals, which everyone defend and admires.

Mermaids do not exist.

But if they existed, they would line up to see a psychologist because of a problem of split personality: woman or fish?
They would have no sex life and could not bear children.
Yes, they would be lovely, but lonely and sad.
And, who wants a girl that smells like fish by his side?

Without a doubt, I'd rather be a whale.

At a time when the media tells us that only thin is beautiful, I prefer to eat ice cream with my kids, to have dinner with my husband, to eat and drink and have fun with my friends.

We women, we gain weight because we accumulate so much wisdom and knowledge that there isn't enough space in our heads, and it spreads all over our bodies.
We are not fat, we are greatly cultivated.
Every time I see my curves in the mirror, I tell myself: "How amazing am I ?! "


środa, 28 września 2011

Koty...

...bywa, że rosną w doniczkach...



...czasem rosną na drzewach.Kocich.



Nie wiem czy jest coś bardziej kojącego po ciężkim dniu pracy, niż widok śpiącego kota. Swoją drogą ja musiałabym ich mieć chyba z piećdziesiąt, żeby móc ukoić nerwy po pracy, którą wykonuje. Ale. Nie narzekajmy,gdyż celtyckiego tygrysa żre rak zwany recesją i powinnam skakać do góry z okazji,że mam pracę. Taką mnie sentencję wyartykuowała koleżanka niedawno. Beżowa koleżanka. Nie żebym miała jakieś uprzedzenia, ale może wie co gada...To skaczę. Bez przekonania,ale skaczę. Bo co jak zobaczą,że nie skaczę i mi zabiorą? Koty na żebry mnie wysłać przyjdzie...
Nie wiem,czy recesja spowodowała to,ale się ze mnie ostatnio zrobiła straszna...



I dobrze mi z tym i niech tak zostanie!

Take care!

piątek, 16 września 2011

Maniek okazał się być...

...wielkim fanem tenisa...



Pozostaje też niezbitym faktem, iż w prostej linii pochodzi od księcia Drakuli:))



Oraz słowo na sobotę....




Take care!

czwartek, 18 sierpnia 2011

Troszkę mnie nie było, a tu....



...rodzina nam się powiększyła.



Zdecydowaliśmy,że to czego nam w domu brakuje to drugi kot. A konkretnie kociak.I najlepiej żeby tym razem był facet i długowłosy.Nie planowaliśmy tylko,że bedzie miał trzy łapki,ale jest gość nie?



Maniek zwany tez Maniuchem,Maniutem etc..przybył do nas posiadając wiele dóbr,niekoniecznie pożadanych.Uporczywa biegunka,robaki i cudowna infekcja grzybiczna, zaraźliwa dla ludzi oraz innych kotów.Tyle,że u ludzi dośc łatwo wyleczalna,gorzej z kotami.Po miesiącu troskliwej opieki,Maniut podwoił wagę,futerko przestało mu sterczeć na wszystkie strony, infekcja prawie wyleczona, a po biegunce dawno nie ma śladu...
Zaczął w końcu przypominać kota i mógł zostać zaszczepiony, a pani doktor była pod wrażeniem jak bardzo się kot poprawił,no a mnie dużo nie brakowało,żeby pęknąć z dumy.
Czy też pęc:))